sobota, 12 grudnia 2015

Powrót

Spałaś oparta głową o szybę, śnieg zaczął mocno sypać przez co nasz powrót do domu mocno się opóźnił. Byłem zmęczony ciągłą bezustanną jazdą. Zjechałem na pobocze by na chwilę rozprostować kości. Gdy wyłączyłem samochód otworzyłaś zaspane oczy i rozejrzałaś się dookoła.
- Co się dzieje?
- Stanąłem na chwilę. Śpij kochanie, przed nami jeszcze kawałek drogi.
Kiwnęłaś głową i ponownie wpadłaś w objęcia morfeusza. Oparłem się o maskę samochodu i wziąłem głęboki oddech, orzeźwiając się mroźnym powietrzem. Zrobiłem kilka rozluźniających ruchów i wróciłem do auta by ruszyć w dalszą podróż. Po trzech kolejnych godzinach byłem już w dobrze znanych mi rodzinnych stronach. Czułem się szczęśliwy będąc tutaj znowu z tobą. Zaparkowałem przed domem i delikatnie szturchnąłem cię w ramię. Spojrzałaś przez okno, a potem na mnie.
- Jesteśmy?
- Jesteśmy- uśmiechnąłem się. Wysiadłem z auta, obszedłem je i otworzyłem ci drzwi podając dłoń- Zapraszam ponownie do mojego świata, tym razem nie będę już tolerował ucieczek- puściłem ci oczko. Zaśmiałaś się i wysiadłaś. Zatrzasnąłem drzwi i poszliśmy do domu.
Rzuciłem klucze na stolik w przedpokoju, ściągnąłem buty i kurtkę i poszedłem do salonu niemal rzucając się na sofę.
- Jestem wykończony- potarłem twarz dłońmi- Chyba pójdę się położyć.
Spojrzałaś na mnie smutno i usiadłaś naprzeciwko.
- Co się stało?- zapytałem z niepokojem.
- Myślałam, że spędzimy czas razem...
- Ale ja naprawdę jestem zmęczony..- usiadłem na sofie i rozłożyłem ramiona kiwając w twoją stronę- No chodź tu do mnie.
Usiadłaś obok przytulając się.
- Będziesz tylko jeszcze jutro, a potem znowu treningi, wyjazdy- wzruszyłaś ramionami. Westchnąłem bezradnie.
- Przecież wiesz, że tak wygląda moje życie. Aga...
- Ciii- przystawiłaś swój palec do moich ust uciszając mnie- Wiem, wiem bardzo dobrze. Po prostu chciałabym mieć cię zawsze przy sobie.
- Zapewniam cię, że w rezultacie w końcu bym cię się znudził- zaśmiałem się.
- Ty mi się nigdy nie znudzisz- dotknęłaś mojego policzka i spojrzałaś w oczy. Po chwili całowaliśmy się namiętnie na sofie w salonie zapominając o całym świecie.
Musieliśmy w pewnym momencie zasnąć ponieważ obudził mnie ogromny ból w krzyżu, a do tego coś dotkliwie raziło mnie  w oczy. Otworzyłem je powoli i zobaczyłem oślepiające białe światło słońca. Do tego spałaś na mnie przytulona do mojej bluzy, nie mogłem się w żaden sposób ruszyć. Nie musiałem jednak długo cierpieć bo otworzyłaś po chwili oczy i spojrzałaś na mnie, po czym usiadłaś na sofie dając mi wytchnienie. Złapałaś się za głowę i zamknęłaś oczy.
- Coś nie tak?- zapytałem wstając by się trochę porozciągać.
- Wydaje mi się, że będę chora- powiedziałaś mocno zachrypniętym głosem.
- No ładnie. Nie będziesz. Już jesteś- pokręciłem głową- Zrobię ci herbaty, a ty idź się położyć do łóżka. 
- Jesteś kochany- spojrzałaś na mnie z grymasem uśmiechu na ustach- Przepraszam, że popsułam naszą wspólną niedzielę...
- A kto powiedział, że popsułaś? Zaraz przyjdę do ciebie na górę. Trochę popracuję na laptopie ty w tym czasie się wyśpisz, a potem możemy robić co tylko będziesz chciała, jeśli będziesz się dobrze czuła oczywiście.
- Może lepiej nie, żebyś się nie zaraził- skrzywiłaś się i wstałaś.
- Mnie nic nie złapie, zapewniam cię- to powiedziawszy poszedłem do kuchni by wstawić wodę na herbatę. Zajrzałem do lodówki. Przed powrotem dzwoniłem do mamy by zrobiła nam małe zakupy i zaopatrzyła trochę lodówkę. Postarała się jak zawsze. Uśmiechnąłem się do siebie i wyciągnąłem owoce. Postanowiłem zrobić sałatkę owocową, bombę witaminową na bakterie. Przy okazji dotarło do mnie, że jeszcze nie zdążyłaś poznać nikogo z mojej rodziny. Nie wiedziałem jak to się mogło stać, mimo to musieliśmy zmienić jak najszybciej ten stan rzeczy. Byłem pewien, że dogadasz się z moimi rodzicami i rodzeństwem bez problemu. 
Przygotowany czajniczek z herbatą, kubek i sałatkę postawiłem na tackę i zaniosłem do sypialni, po drodze chwyciłem jeszcze tabletki na przeziębienie. Spałaś mocno, zawinięta w kołdrę. Postawiłem to wszystko na stoliku obok łóżka i postanowiłem na razie cię nie budzić. Poszedłem do łazienki by wziąć gorący prysznic. Gorąca woda dała mi ukojenie na moje bolące plecy i przyjemnie rozluźniła. Wskoczyłem w luźne dresy. 
Kiedy wróciłem do sypialni nadal spałaś. Herbata już zdążyła się ochłodzić. Nalałem sobie trochę do kubka i wdrapałem się na łóżko obok ciebie. Chwyciłem za laptopa i zacząłem odpisywać na maile. Dodatkowo dowiedziałem się, że w tygodniu czeka mnie więcej pracy niż się spodziewałem. Na samą myśl czułem już zmęczenie. Odstawiłem kubek na stolik i obudziłem cię delikatnie szturchając w bok. Podałem herbatę i tabletkę. Wypiłaś szybko i dalej poszłaś spać. Wszystko wskazywało na to, że masz gorączkę. 
Jeszcze przez ponad godzinę nadrabiałem tygodniowe internetowe zaległości. Kiedy skończyłem spojrzałem na przygotowaną dla ciebie sałatkę. Długo nie myśląc zjadłem ją. Przypomniało mi się, że wczoraj nie wypakowaliśmy bagaży z auta. Zszedłem na dół, ubrałem się i poszedłem do samochodu. Nie spodziewałem się, że wieźliśmy ze sobą tak dużo kilogramów. Noszenie bagaży było nawet lepsze niż trening. Ustawiłem wszystko w przedpokoju i pozostawiłem ci do dalszej dyspozycji. 
Wróciłem do sypialni. Nadal spałaś, przytulona do poduszki z mocno zaciśniętymi pięściami. Położyłem się obok ciebie i pocałowałem w policzek. Marzyłem o tym by mieć cię znowu tu przy sobie i to się spełniło. Pogładziłem cię czule po policzku. Nie byłaś już tak bardzo rozpalona jak jeszcze kilka godzin temu, to dobry znak. Chwyciłem za koc by nie zabierać ci kołdry. 
Skończyłem dzień dość wcześnie zasypiając po kilku minutach jak zabity.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz