środa, 23 grudnia 2015

Twój świat zderzył się z moim...

Pojechałam swoim samochodem do Innsbrucka by zrobić zakupy, a przy okazji odwiedzić Anię. Gregor ostro trenował przed kolejnym konkursem. Szczerze mówiąc szukałam trochę pretekstu by nie siedzieć samej w domu. Bez celu pokręciłam się po jednej z galerii, jednak nie kupiłam nic ciekawego. Wsiadłam w samochód i bez większego ociągania się pojechałam do Ani. Nie widziałyśmy się od feralnej nocy pod hotelem, kiedy to zrobiłam z siebie totalną idiotkę. Teraz na nowo byłyśmy w swojej krainie szczęścia. 
Zaparkowałam przed domem i zapukałam. Po chwili przyjaciółka otworzyła mi drzwi i nie posiadała się ze szczęścia na mój widok. Mocno się przytuliłyśmy i za chwilę siedziałyśmy już na kanapie w salonie opowiadając sobie o wszystkich ostatnich wydarzeniach. 
- Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo się cieszę, że cię widzę. To znaczy, że już wszytko jest dobrze?
- Oj tak- westchnęłam głośno i uśmiechnęłam się- Wszystko sobie wyjaśniliśmy i... myślę, że już teraz niczym mnie nie zaskoczy. Kocham go, wiesz? 
- I jesteś już tego pewna?
- Tak, jak nigdy wcześniej. Poznałam go już ze wszystkich stron, a mimo to nadal chcę z nim być. Jeszcze bardziej niż na początku. Nie jestem już w nim zauroczona jak to było jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz jest to najprawdziwsze uczucie.
- Myślisz, że będzie z tego coś więcej?- Ania przechyliła lekko głowę w bok uśmiechając się.
- Co masz na myśli?
- No wiesz... 
- Ania! Przecież dopiero co się dogadaliśmy- zamyśliłam się na chwilę- Nie, to raczej nie możliwe. Mogłabym zapytać ciebie o to samo.
- Chciałabym wiesz? Marzę o tym, żeby kiedyś Andi zabrał mnie na skocznię i oświadczył mi się na samym jej szczycie. Tylko ja, on i gwiazdy- Anka przytuliła się do poduszki i zamknęła oczy- Jejuuu ale się rozmarzyłam.
Zaśmiałam się głośno, usiadłam bliżej dziewczyny i oparłam głowę o jej ramię. 
- Wydaje mi się, że Andi jest bardziej romantyczny od Gregora. Czego ja bym się mogła po nim spodziewać, no powiedz?
- No tak, to prawda. Jesteście bardzo nieobliczalni- dziewczyna parsknęła śmiechem.
- Ej!- stuknęłam ją w bok. 
- Powiedz, że to nie prawda to wyśmieję cię jeszcze bardziej- wytknęła mi język.
Miałam ochotę ją udusić, a przeszkodził mi w tym tylko dźwięk zamykanych drzwi. Do pokoju wszedł Andreas, a za nim Gregor. Oboje byli bardzo zaskoczeni moim widokiem. Wstałam i podeszłam szybko do Andiego przytulając się mocno. 
- A ze mną to już się nie przywitasz?- Gregor uśmiechnął się półgębkiem.
- A przywitam- podeszłam do niego patrząc mu w oczy po czym pocałowałam czule w usta. 
- Byłem pewien, że będziesz w domu- szepnął mi do ucha.
- Ja za to byłam pewna, że dzisiaj wrócisz później- odparłam. Chłopak wzruszył ramionami.
- Miło widzieć was znowu razem- Andi patrzył na nas z uśmiechem trzymając w ramionach Ankę- Poplotkujcie tutaj jeszcze trochę, a my... pójdziemy może do kuchni... omówić jeszcze kilka szczegółów na konkurs.
- Szczegółów na konkurs?- spojrzałam zaskoczona na Gregora.
- Tak, tak!- przytaknął mu ochoczo i pchnął lekko w stronę sofy.
Na nowo zajęłyśmy swoje miejsca na sofie. Popatrzyłyśmy po sobie z Anią i zrobiłyśmy dziwne miny.
- Jak myślisz, o co im może chodzić?- zapytała konspiracyjnym szeptem.
- Nie mam pojęcia- obejrzałam się za siebie zaglądając do kuchni- Oni coś kombinują, a ja bym chciała wiedzieć co. Idę zrobić herbaty!- wstałam szybko ale dziewczyna pociągnęła mnie z powrotem na miejsce.
- Chciałabym delikatnie ci przypomnieć, że jesteśmy u mnie i dziwnie by to wyglądało jakbyś to ty poszła robić tą herbatę.
- Ale... przecież zawsze...
- Cii. Idą!- zatkała mi buzię dłonią i mrugnęła porozumiewawczo.
- To jak, idziemy?- Gregor usiadł obok mnie na oparciu sofy.
- Już? Myślałam, że zostaniemy u nich i na przykład... poopowiadamy sobie o czymś, czy coś.
- Kochanie, jestem zmęczony po treningach i chciałbym odpocząć przed zbliżającymi się konkursami. 
- Ale...
- Też chciałbym dzisiaj położyć się szybciej. Mam nadzieję, że rozumiesz- Andi uśmiechnął się do mnie przepraszająco- Miło mi, że znowu się widzimy ale może spotkamy się na drugi tydzień?
- Ok!- wstałam unosząc dłonie w geście obronnym- Nie będę już nalegać. Zdzwonimy się- nachyliłam się i pocałowałam przyjaciółkę w policzek. 
Westchnęłam i ociągając się wyszłam z salonu by ubrać się. Gregor podążył w ślad za mną. 
- Pojedziemy moim samochodem- bardziej stwierdził niż zapytał.
- A co ja zrobię z moim, hm?
- Zostaw Ance kluczyki to ci go jutro odwiezie albo przyjedziemy po niego.
- Gregor...- przewróciłam oczami. 
- Nie narzekaj. Chodź już- chwycił mnie za dłoń i zaprowadził do swojego auta.
- Czemu ja ci zawsze muszę ulegać?- zapytałam zirytowana gdy siedzieliśmy już w aucie.
- Bo nie możesz oprzeć się mojemu urokowi- wyszczerzył się do mnie.
- Tak, na pewno- powiedziałam kąśliwie. 
Dalszą drogę milczałam. Sama nie wiem czy znowu się złościłam czy cieszyłam z kilkunastu dodatkowych minut u jego boku. Na horyzoncie pojawiła się skocznia, która świeciła dziś wszystkimi kolorami tęczy. Patrzyłam na nią jak zaczarowana, zupełnie tak jak za pierwszym razem gdy ją zobaczyłam.
- Wygląda wyjątkowo- szepnęłam patrząc na nią.
- Mówiłaś coś?- Gregor spojrzał na mnie.
- Nie, nie... tylko podziwiam twoje miejsce pracy.
- Masz ochotę na spacer?
- Przecież mówiłeś, że jesteś zmęczony- zmarszczyłam brwi.
- Wieczorny spacer dobrze mi zrobi.
Długo nie myśląc kilka minut później zaparkowaliśmy pod skocznią. Dziwnie się czułam. Nigdy nie byłam na skoczni z nim. Prywatnie. W nocy. Wysiadłam z auta i poddałam się widokowi jaki rozpościerał się parkingu pod skocznią. Gregor przytulił mnie od tyłu i oparł brodę i moje ramię. Staliśmy tak przez chwilę, nie mówiąc zupełnie nic, a we mnie zbierało się już to dobrze znane mi uczucie, które towarzyszyło mi za każdym razem gdy piękno i wewnętrzna radość rozdzierały moje emocje na strzępy. Byłam zauroczona i pragnęłam by ta chwila trwała jak najdłużej. 
- Chodźmy trochę wyżej- chłopak złapał mnie za dłoń i pociągnął za sobą. Mieliśmy iść na spacer, a tymczasem Gregor wyraźnie chciał wejść na skocznię.
- Zapomniałeś czegoś z szatni?
Chłopak zaśmiał się i pokręcił głową.
Weszliśmy na punkt widokowy skoczni. Oparłam się o barierkę i spojrzałam w dół. Wysoko. Wciąż nie mogłam zrozumieć tego skąd oni mają w sobie tyle siły by tak po prostu odepchnąć się i skoczyć w przepaść. Spojrzałam na swojego chłopaka z uznaniem. Stał z boku i przyglądał mi się z lekkim uśmiechem. 
- Masz ochotę usiąść na belce?
- Hmm... a nie stoczę się w dół?
- Nie pozwolę na to- odpowiedział bohatersko. 
Zeszliśmy o jedno piętro w dół wchodząc do miejsca, gdzie wstęp mieli tylko skoczkowie. Widziałam, że Gregor czuje się tutaj jak ryba w wodzie. Nie mogłam mu zabierać przyjemności jaką jest skakanie tylko dlatego, że chcę mieć go cały czas przy sobie. 
Zeszliśmy powoli ze schodków, które prowadziły do belki. Gregor cały czas mocno trzymał mnie za dłoń. Gdy byliśmy już przy belce chłopak zrobił gest w jej stronę. 
- Usiądź na niej i powoli się przesuń na środek. 
- Nie wiem... to bezpieczne?- spojrzałam na niego niepewnie.
- Bezpieczne. Jestem tego przykładem- uśmiechnął się szeroko.
Usiadłam na belce i zaczęłam powoli przesuwać się na środek. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie ale chciałam choć przez chwilę poczuć to uczucie towarzyszące skoczkowi przed puszczeniem się w dół. Nie sięgałam nogami do podłoża. Spojrzałam niepewnie na Gregora, ten uniósł tylko kciuk do góry. Spojrzałam przed siebie i zapomniałam o całym strachu. Przed sobą miałam całą panoramę miasta, w oddali migało tysiące światełek, ciemne zarysy gór pokrytych śniegiem oddzielały niebo pełne gwiazd od ziemi. 
- Kocham latać i choć przez chwilę widzieć wszystko, jak ptak. Tego nie można porównać z niczym innym. Takie skoki przynoszą dużo radości- chłopak usiadł na schodku.
- Tu jest cudownie- powiedziałam jednym tchem nadal patrząc przed siebie. 
- Dokładnie, to jest właśnie sens mojej pracy- Gregor również patrzył gdzieś w dal. Po chwili spojrzał na mnie i wyciągnął dłoń- Wróć już do mnie, tylko powoli.
Przesunęłam się w jego stronę, uważając by nie spaść. Szczęśliwie wylądowałam w jego ramionach. 
- Kolejnym sensem mojego życia jesteś ty- spojrzał mi w oczy i odgarnął kosmyk włosów z czoła. Nic nie odpowiedziałam tylko przytuliłam się do niego. Byłam szczęśliwa, że zabrał mnie dziś do swojego świata, że pozwolił choć trochę poczuć te same emocje jakie towarzyszą mu przy skoku.
- Byłeś zmęczony- spojrzałam mu w oczy.
- To był tylko pretekst by cię tutaj przyciągnąć.
- Jak to?- zrobiłam krok w tył niemal spadając ze schodka. 
- Spokojnie. Spójrz jeszcze raz przed siebie, na niebo- poczekał aż zrobię to o co mnie prosił- I jak się czujesz? 
- Gregor, nie podoba mi się, że mnie oszukujesz- zagryzłam wargę- Chodźmy już stąd- ruszyłam do wyjścia.
- Poczekaj!- złapał mnie za nadgarstek- Chciałbym ci coś powiedzieć...
Przyjrzałam mu się uważnie. Miałam mieszane uczucia ale wróciłam do niego.
- Chciałem ci tyle powiedzieć... wiele razy układałem sobie w głowie to co powiem właśnie w tej chwili, a teraz gdy ona nadeszła mam pustkę. Powiedziałem, że jesteś sensem mojego życia. Myślę, że oboje dorośliśmy już do tej decyzji...- sięgnął po coś do kieszeni kurtki. Wyciągnął z niej małe pudełeczko i ukląkł przede mną- Chcę spędzić z tobą resztę mojego życia bez względu na to jak ono się potoczy. Chcę mieć cię zawsze przy sobie na dobre i złe. Nie sądziłem, że będę potrafił pokochać kogoś tak mocno jak kocham teraz ciebie. Wiem, że zawiodłem cię nie raz ale...- głos ugrzązł mu w gardle. Widziałam jak ręka w której trzyma pudełko okropnie mu się trzęsie. Spojrzał na mnie szklistymi oczami- chciałabyś zostać panią Schlierenzauer?- otworzył pudełeczko i moim oczom ukazał się wymarzony pierścionek, zupełnie gładki z zatopionymi oczkami w złotej otoczce.
Zakryłam usta dłonią. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Chwila, o której nawet nie śmiałam marzyć, właśnie trwa. A ja muszę odpowiedzieć. Choć odpowiedź znałam już od dawna. Kochałam go jak nikogo innego. Patrzyłam w oczy Gregora, widziałam w nich szczerość i prawdę. A ja? A ja byłam w nim beznadziejnie zakochana.
- Wstań proszę...- niemal szepnęłam.
Gregor przymknął na chwilę powieki i głośno westchnął. Wstał chowając pudełko do kieszeni. Złapałam jego dłoń i spojrzałam wymownie.
- Jeszcze nie dałam ci odpowiedzi.
Cofnął dłoń. Zaciskał w pięści pudełko. Usiadłam na schodkach. Pomimo mrozu było mi bardzo ciepło. Poklepałam miejsce obok siebie. Gdy usiadł przytuliłam się do jego ramienia.
- Gdy byłam mała, moje koleżanki zawsze opowiadały o tym, że kochają się w bohaterach z bajek. Gdy byłam w szkole, niemal wszystkie moje koleżanki miały już chłopaków. Na studiach zaczęły wychodzić za mąż i rodzić dzieci. Zawsze byłam ponad to i myślałam, że nigdy mnie to nie spotka. Nie sądziłam, że ten dzień kiedyś nastąpi. Ale wszystko zmieniło się kilka miesięcy temu. Kiedy zaczęłam marzyć o pewnym chłopaku. U którego i tak nie miałam żadnych szans. Jego codzienność była zupełnie inna niż moja. Ale życie spłatało mi figla. Twój świat zderzył się z moim. Zakochałam się w księciu, byłam matką, a teraz proponujesz mi wspólne życie. A myślałam, że jestem ponad to wszystko- zaśmiałam się i spojrzałam na zaciśniętą dłoń Gregora, a potem na niego- Serca nie oszukam. Ale umysł nadal nie może w to uwierzyć. Kocham Cię. Kocham Cię Gregor i marzę o tym by pewnego dnia być już tylko twoją na zawsze.
Chłopak nie potrafił ukryć szczęścia, przytulił mnie do siebie i czule pocałował. Sama czułam się jak bohaterka jakiejś baśni. Zakochałam się w nim na zabój. Ściągnęłam rękawiczkę i podałam dłoń Gregorowi. Ten wsunął mi na palec pierścionek, znak naszej najprawdziwszej miłości. Splótł nasze palce i pocałował mnie w dłoń.
- Pamiętaj, że dla ciebie rzucę nawet to- wskazał ręką dookoła- mówię to z pełną odpowiedzialnością.
- Nigdy nie pozwolę na to byś musiał wybierać, wiem ile dla ciebie znaczy ten sport...- zapatrzyłam się na niego.
- Coś nie tak?- zapytał z niepokojem.
- Nie- pokręciłam głową- patrzę tylko na mojego narzeczonego...- powiedziałam powoli delektując się tego słowa znaczeniem.
Gregor uśmiechnął się. Siedzieliśmy jeszcze przez jakiś czas na skoczni i patrzyliśmy w gwiazdy. Miałam ochotę ogłosić całemu światu tą dobrą nowinę, a jednocześnie zachować to dla siebie by nie robić sensacji. Gdy wróciliśmy do domu było już dużo po północy. Wzięliśmy wspólny prysznic i poszliśmy grzecznie do łóżka.
Zasypiałam na piersi najważniejszej dla mnie osoby. Nawet w ciemności widziałam pierścionek na moim palcu. Stało się. Obróciłam go na palcu i pomyślałam życzenie. Zasnęłam wsłuchując się w płytki oddech Gregora.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz